A.Modigliani - Nude

Tropy...
Ślady stóp...
Zostaw ślad...

Dzieje...
2005
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień

Zagubieni...
K!jo
Rien...
Moonwalkers...
Rozmawiamy
Ach te żony...
Nikegirl
Zapiski teściowej
Elf
Ktosiulka
Prophet of Doom
Outsiderka
Wiepszowinka
Sayoko
Sabina
Chłopczysko
Amaralis
Biedronka

Wizje...
Picasso
Malczewski
Zatrzymane w czasie...
Zatrzymane w czasie II...
Widok z mojego okna
Moje misto, moj sen...

Talk.pl

Słowem
wyżłobiłeś ranę
popłynęły łzy

ktoś powiedział, ze są krwią duszy
moja dusza krawi
choć nawet łzy nie chcą płynąć
przyduszone setką wymówek
i papierowym usmiechem przyklejonym do ust

nędzna prowizorka
poskłdana niezdarnie krucha jak domek z kart

Nie widzisz...
nie chcesz widzieć
bo przecież liczy sie to
że mam uśmiech na ustach...
Ailene

... Mów do mnie jeszcze...
Za taką rozmową
tęskniłem lata...
Każde twoje słowo
słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -
mów do mnie jeszcze...
Mów do mnie jeszcze...
ludzie nas nie słyszą
Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę-
Mów do mnie jeszcze...
K. Przerwa-Tetmajer

Znowu daleko, smutnie...
śnieg przez szyby pełza
i noc przycichłym wichrem szarpie gwiazdy w więzach,
i znowu daleko, smutnie...
i znowu nie wrócisz z dalekich pól zapachem -
szorstką wonią mrozu,
oczu mi nie zasłonisz ciepłym, słodkim łachem -
- niebem przycichłym łzami i powrotem...
Nie przyjdziesz szeleszczącą ciszą w magłach drogami
(wieczór spłynie kolędą daleką, daleką)
i będziemy we dwoje tylko, smutni, sami,
ja i mrok beznadzieji...
i ty gdzieś nad nami...
K.K. Baczyński

Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
i moje dłuto lotne.
Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie,
ptaków i chmur zielonych złotnik.
Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
nad czyn samotny.
Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
każdym życiem i śmiercią stokrotny.
Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
kształt w wichurze o świcie widziany,
który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
który pojmie muzykę i sposób,
który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
w łodygę głosu.
1 III 42 r.
K.K. Baczyński

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chrusniak malinowy trwał wciąż dookoła.
B.Leśmian

Link :: 02.05.2005 :: 19:42

Back again

Wróciłam... odnalazłam siebie. Chyba po raz setny... Nadal nie dzieje się nic. Tylko manewrowanie miedzy ksiązką, kuchnia, a łazienką. Ale przynajmij robie postępy z nauką. Opracowałam sobie dwudziestolecie i wspolczesnośc. W jedną dobe... kurde dobra jestem. Jakby ktos potrzebowal sobiedne opracowanie opoki to służe
Pokazałam mamie moje wiersze... Dzieki tym, ktorzy skomentowali moja ostania notkę, tyle milych slow... dziekuje. Nabralam odwagi by ujrzały swiatło dzienne, uwirzeyłam w siebie... Zawsze wydawały mi sie takie nijakie. Ot po prostu zabawa w pisanie... teraz widze to jakos inaczej... moze kiedys wysle je dokąds... kto wie? Na razie skupie sie na tym by ładnie napisac sesowna prace z polskiego w czwartek. Boje sie tylko tego, ze dadzą to czego nie przeczytałam. Nie bylam w stanie czytac literatury obozowej... po prostu nei moglam. Po "Medalionach" byłam tak straszliwie wyprana psychicznie, ze dalam sobie spokój. Troche żaluje, ale nie potrafilam... Te wszystkie opisy... i ta obojętnosc. Nie umiem byc obojetna na ludzką krzywde. Albo płacze, albo wpadam w szał. Tak było z "Pianistą". Scena jak esesman skatował karabinem człowieka. Ogarneło mnie tak dziwne i jednoczesnie przerazajace uczucie. Nigdy czegos podobnego nei przezylam. Gdybym tam byla zabiłabym go golymi rekami. Po prostu zabiła... taka straszliwa zlosc i żadza zemsty... Ehhh ja chyba na prawde psychiczna jestem...
Uciakam sie uczuć... i dziekuje za te cieple slowa w notce pod spodem...

Ailene
Komentuj(9)


Link :: 03.05.2005 :: 10:24

Co jest w zyciu najpieknijsze? Ta ulotna chwila... slonce swicace w twarz, wiatr tanczacy we wlosach, miekka swieza trawa pod bosymi stopami... I znikneli sasiedzi, patrzacy na rozciagnieta pizame i roczorchrane wlosy, zniknela matura... liczyło sie tylko "tutaj" i "teraz", liczyła sie chwila...


Ailene
Komentuj(3)


Link :: 03.05.2005 :: 22:23

No effects
Dzisiaj krotko, bo bezefektownej nauce, bezefektownym opalaniu i paru innych bezefektownych rzeczy nie ma co pisac... Doszlam tylko do wniosku, ze jak rozszerzony angielksi zalicze na wiecej niz 50% to bedzie to cud, a ze cudów nie ma to wiadomo co bedzie...
Na dodatek po raz trzeci mam kontakt z Nie-boska komedią, Kordianem i Dziadami i nadal nie wiem o co w tym cholerstwie chodzi. To samo sie tyczy Wesela... jednak tutaj juz ma to jakis sens, a nie jakies rewolucje, improwizacje i inne dziwne rzeczy. Ci wszyscy wielcy tworczy musieli byc chyba mocno wstawieni skoro takie rzeczy przychodzily im do głowy.
A teraz wezme prysznic, wetre w siebie kolejna dawke chemii, pokonam wlasne leki i przeczytam streszczenie Innego Świata. Tym "optymistycznym" akcentem zakoncze ten bezefektywny dzień.

Ailene
Komentuj(6)


Link :: 04.05.2005 :: 20:39

...

Siadam i chce cos napisac... nie umiem. Nie wiem czy to kwestia zmeczenia czy totalnego emocjonalnego wyprania. Takie irracjonalne uczucie, jakby brakowała liter, słów i sensownych mysli. Okropne... Dzisiejszy dzien? Tragedia... Stoje, siedze, lezę i czuje, ze zaraz wybuchne płaczem. Zjem cos... wyrzuty sumienia. I jeszcze mosochinczo-autodestrukcyjne dreczenie siebie... psychoza. Zaraz podglosnie glosniki na maksimum i zatopie sie w Nightwishu... A jutro? Jutro dostane arkusz i zaczne walic glowa w stol.

Ailene
Komentuj(7)


Link :: 06.05.2005 :: 19:10

W przypływie energii i złośliwości

Poszłam, zobaczyłam, ale nie waliłam glową w stół, choć aż świerzbiało mnie czoło. No coz... jak na kartce widnieje to czego nie rozumiem/nie czytałam, to chyba naturalne zjawisko. Moim wodolejstwem "potopię" szanowna komisję. Ale naposałam co nieco, wiec teraz pozostaje mnie cichą nadzieję, ze wstrzeliłam sie w klucz. Co do angola to podstawowy moim zdaniem był trudniejszy niż na próbnej, za to rozszerzony był łatwiejszy... w sumie powinnam zostawić osądy na tema stopnia trudności, aż dostanę wyniki. No niestety zadowolona z siebie nie jestem. Watpię by udalo mi się przebić na podstawowym mój wynik z probnej... lipa.
Za to rozszerzony był ciekawy. Dali literaturę wojny i okupacji. Wybrałam opowiadanie Idy Fink... przemawialo do mnie. Może dlatego, ze Holocaust mimo, ze wszechobecny, jednocześnie nie był powiedziany wprost... Borowskiego czytałam pod straszliwym przymuje, a ten tekst, az chcialo sie czytać...
Zostawię już ta straszliwą mature w spokoju, teraz tylko historia, a tego mogę sie uczyć, wrecz lubie. Niestety stresić nie wypelił we mnie resztek zlośliwości.
Siedzę sobie dziesiaj w pokoju z moim honey, on instaluje mi Soul Reavera na XP, a ja przewalam się na łózku. Nagle wpada moja kuzynka, zaaferowana, wrećz podniecona. Madziak patrz! Madziak patrz! Mysle sobie, że samochód, a może meble czy coś... a tu M. wyjmuje dwie pary, robionych na szydełku stringów... Dobra niech sobie już ma, ja osobiście nie chciałabym na tyłku serwetki nosić... coż co kto lubi. M. podchodzi do komputera i wpisuje strone słynnego z swych serwetkowych stringów Koniakowa. Włącza katalog obrusowej bielizny a tam... jedna para owych majteczek kosztuje 59,90 zł... Z lekka zgieło mnie. Patrze na nią i pytam, czy nie rozciągnie się toto. M. nie wie. To jej odpowiedziałam, ze zawsze może potem odciac fredzelki, zszyc je i stanik sobie zrobic... Troche jej mina zrzedla hehe... No coz jezeli mam byc szczera dla mnie taka bielizna to kwintesencja kiczu. Zwłaszcza w koloże rożowym. Ta opinie juz zostawiłam dla siebie...
Wiem, ze wredna jestem, ale wkurza mnie takie przechwalanie sie wszystkim...

PS. Buziaki dla Moniczki! Jestes kochana :* powodzenia Tobie także na historii!

Ailene
Komentuj(12)


Link :: 08.05.2005 :: 09:53

...

Po dlugim meczacym dniu i seansie "Zycie za zycie". Film przemawiajacy... nadal jednak nie mam jednoznaczej opinii na temat kary smierci. Z jednej strony narzucajace sie pytanie "Czy na pewno to zrobił?", oraz mysli... "Czy Bóg dał nam prawo odbierania komus zycia?", "Zabijamy w imie sparwiedliwości, jednak zabijamy. Robimy to, za co kogo innego skazujemy na smierc"... Jednak czasem ogladajac wiadomosci widzi sie i slyszy o rzeczach tak okrutnych i nieludzkich, ze nie ma innego wyjscia, nie ma... Bo nie wyobrazam sobie, zeby ktos, kto wlasne dziecko roztrzaskal o sciane, mogl zyc sobie spokojnie przez najblizsze dwadziescia lat, a potem prawdopodobnie zostac wypuszczony i zyc sobie dalej normalnie... Nie wyobrazam, ani jako czlowiek, ktory bedzie potem musiał zyc z kims takim w jednym miescie/ulicy/domu, ani jako ktos, kto patrzy na to z daleka, i do niego nalezy wybór co z takim czlowiekiem, albo raczej zwierzeciem zrobic. Jestem okrutna, jednak taka jest prawda...
Ten film zawierał jeszcze jeden nurtujacy mnie aspekt - smierc dla idei. Jakkolwiek piekne bywajaja idee, to jednak nie wiem czy bylabym w stanie zginac dla nich... Zycie to najwiekszy skarb, nie wiem oddałabym je chocby za największe marzenie... bo idea to nic innego jak marzenie. Walczy sie o nie, oddaje wszystko, a one zwykle upadaja z glosnym hukiem... imperia, komunizm, demokracja, czy chocby najwyklejsze sny o slawie i bogactwie. Dla nich robi sie wszystko, a potem traci sie je w ciagu jednego dnia. Jedynie chyba te niewielkie i srednie marzenia mozna spelnic, te ktore delikatnie zmieniaja rzeczywistość... jednak czy dla niech warto oddawac zycie...?
Ale mnie wzielo na refleksje... Nadmiar wrazen...


Ailene
Komentuj(13)


Link :: 09.05.2005 :: 19:15

A propos kanapki z serkiem wiejskim

Do reszty pochłonęły mnie mroki sredniwiecza... niedobrze. Powinnam być na angielskim, ale stwierdziłam, ze matura z historii jest wazneiejsza. Robie sobie krotka przerwe, bo mi sie juz mozg lansuje.
W ogole wkurzył mnie dziisaj ojciec z lekka, zdecydowany przeciwnik zdrowego jedzenia. Czasem smieje sie ze mnie, ze wcinam surowki, kielki i inna "trawe", a potem kaze sobie zrobic kanapki "po mojemu".
Kiedys uwielbiałam tradycyjne tłuste jedzenie. Ziemnki z sosem, grzanki, pizza, wszystkie "smakołyki" z McDonalda... A teraz? teraz objadam sie surowkami, kielkami, twarozkami i najdziwniejsze w tym wszystkim jest, ze smakuje mi to.
Zdrowe odzywianie zapoczatkowal dziadek, wprowadzajac diete nie-łaczenia roznych skladnikow, dr Tombaka. Okazała sie ona strzalem w dziesiatke, po obiadach u dzidka przestały mnie meczyc zgagi i bole zaladka. Cierpie na pewna przypadlos, zwana niedomykajacym sie odzwiernikiem. Kazde bardziej tluste i ciezkostrawne jedzenie prowadzilo do tego, ze tonami wpierdzielałam ranigast i renni, a bole miewałam takie, ze doslownie umierałam.
Po wprowadzeniu tej dziwnej diety i zastapieniu zimniakow surowkami czuje sie o niebo lepiej. W ogole zaczelo mi smakowac tzw zdrowe zarcie. Twarozki, warzywa, soki... Jeszcze rok temu zamiast kanapiki z serkiem wiejskim na kolacje zjadłabym tosta z wielka iloscia sera, keczupu i popila colą...
Nie odchudzam sie, po prostu lubie takie jedzenie. Kolezanki ze szkoly patrzyly sie na mnie dziwnie, one zachwycaly sie pizzami czy tostami, a ja razowa kanakpka i kiełkami rzodkiewki z serkiem wiejskim...
Dla mnie jest troche nielogiczne, zachowanie i podejscie do zycia naszego narodu. Nie wiem czy jest to kwestia odwiecznego wychowania, ze dobry obiad to tłusty obiad. Ludzie panicznie sie boja raka, zawałow i innych chorób. Robia badania, objadaja sie lekami, ale gdy ktos zwroci im uwage, ze odzywiaja sie zle to usmiechaja sie poblazliwie i machaja reka. A przeciez to jest fundamentalna kwestia zycia, przycza wielu chorob, ktorych mozna uniknac. Chocby najprostrza... cholesterol w zylach. Jakby warzywa i chude mieso gryzły... Nie rozumiem tego. Po prostu nie rozumiem... Najlepszym przykładem jest moja siostra - ma kamyka w woreczku zolciowym. Jednym z naturalnych sposbow rozpuszczenia go jest picie oliwy z oliwek. Nie jest ona najsmaczniejsza, ale chyba lepsza niz operacja. Nie Kaska pic jej nie bedzie, bo jest okropna... Kiedys przez kilka miesiecy pilam drozdze bo mialam niedobir magnezu. Tez najlpesze nie bylo i jeszcze odbijalo sie przez pol dnia. Ale za to przestaly mi "skakac" miesnie, a skore mialam jak aksamit. Dzidek po diecie pana Tombaka i duzej ilosci pomidorow bogatych w potas prawie zaleczył arytmie. W szpitalu nie byl od ohoho i jeszcze troche...
A coz... niktorym nie przemowi sie do rozsadku... a szkoda.


Ailene
Komentuj(13)


Link :: 10.05.2005 :: 22:22

Mam jakas taką mega-glupawe i hiper-zrabany humor. Chyba nadmiar nauki...
Ojciec wyjechał. W domu panuje matryiarchat. W mojej polityce paniuje przedmaturalny izolacjonizm... a i tak wiecznie mnie kto napada i szturmem porywa z pokoju. Tak szczerze to troche działa mi to na nerwy... jestem w stanie przebaczyc mamie i sistrze, jednak najlpeiej urzadził sie moj drogi kuzyn. K, władajacy ołowkiem całkiem niezle, podejmuje sie w szkole roznych prac plastycznych. Po czym przychodzi do domu i mowi mamie, ze planat na ten czy tamten temat na srode. Ciotka bierze brystol farby i leci do nas... Spoko, pomoge, moge nawet zrobic ten plakat. Tylko czemu do cholery na dwa dni przed matura z historii?! CZy jest tak ciezko zaakceptowac, ze ja musze sie z tym wynikiem odstac na jakis pieprzony kierunek?! A zrobienie takiego plakatu do dobre dwie i pol godziny, co rowna się dwum testom, zestawowi materialow zrodlowych i planowi ramowemu wypracowania... Kurwa... wybaczcie wulgaryzmy, ale mnie to wpienia. Jakos gdy inni sie ucza, wszyscy chodza na paluszkach byle tylko nie rozpraszac, a mnie sie odrywa bo sobie K wymyslil jakis plakat. Cholera... przez cale gimnazjum jak podejmowalam sie zrobienia czegos to siadalam sama i robilam, a nie zwalalam na wszystkich po kolei... Że tez kazdy sobie umie poradzic, tylko ja zawsze naiwna wywiazuje sie sama ze swoich obowiazkow.
Hmm jesli kiedys moje dziecko zacznie robic takie numery "Mamus tu masz temat, plakat ma byc na jutro..." To dostanie klasycznie wpierdol.
A tak poza tym to przypomnialo mi sie coz zabawnego. Moja mala kochana siostrzycza ostatnio robi sie coraz bardziej cieta i pyskata. Spoko... byle mnie tekstami nie wytracala z rownowagi, na ojcu prosze bardzo. Kuchnia, obiad, ojciec wkurzony, bo zbyt mało godzin spedzil przed monitorem, czepia sie o wszystko...
Ojciec: Czemu ten kalkulator TU lezy?!
Kasior (ze stoickim spokojem): A co? Ma siedziec?
Madzior - applause!

Nie kurwa, nie jestem zajęta *

* naglowek dzisiaj bedzie tutaj, by wulgaryzmy nie pojawily sie na stronie glownej Talk'a... dbajmy o polska mlodziesz...


Ailene
Komentuj(5)


Link :: 12.05.2005 :: 22:31

W pułapce własnych myśli...

Za grubym szklem, w zoltawej wodzie rozly rosliny. Wielkie, rozlozyste o soczyscie zielonej barwie. Z pomiedzy nich wyłaniały sie ostre koralowce, koloru kosci sloniwej... nieziemski widok. Zastanawiałam sie tylko czemu nie ma tam zadnych rybek.
Wujek mi podarowal te akwarium... ogromnie, gdy nie widziałam wiekszego. Prawie jak basen dla dzieci, co rok wystawiany w ogrodku. Musiałam tylko zmienic wode, bo zbyt dlugo stała juz.
Nawet nie wiem jak to sie stało... za grbym szkłem pływały wegorze... Jedne wielkie i czarne inne małe i chude. Były także jasne w plamnki, oraz z metalicznie polyskujacymi luskiami. Byly ich setki... klebily sie w wodzie niczym gniazdo węży.
Balam sie ich... panicznie. Wzbudzały nie tylko strach, ale i obrzudzenie. Akwaruim było takie piekne... przeznaczone dla małych kolorowych rybek, przemykajacyh miedzy roslinkami. W co bylo... kłebowisko paskudych wegorzy!
Ktos powiedział, zę to z brudu, ze woda zbyt dlugo nei byla zmieniana. Wujek pokazał mi jednego, wił sie jak zmija... jego łuska polyskiwała na rozowo. Polozyl mi rybe na rece... owinela sie wokol dloni. Prawie zrzuciłam ja... jej ciało bylo zimne i sliskie, pokryte jakby mulem... nie wiem czemu. cZułam odraze to tych stworzen.
Blakałam sie w poszukiwaniu innego akwarium, gdzie przetrzymałabym ryby, na czas zmiany wody. Mnowstwo szkiel bylo na strychu, jednak byly zbyt małe. Nie wiedziała co zrobić. Wybrałam najwieksze, jednak nawet ono okazalo sie niewystarczajace.
Gdy wrociłam do mojego akwarium, ktos zamontował je na dzwigu, by wylac brudna wodę. Wegorze jednak nadal byly w srodku. Zastanawiałam sie co robic. Pomyslałam, że wyleje wode razem z rybami, a potem pozbieram je. Nie bylam do konca przekonana, nie chciałam zrobic im krzywdy... Muiałam jednak wymienic wodę...
Silnie pociągnełam za sznur. Ogromne szkło przechyliło sie i dziesiatki litrow wody wloło się na posadzkę. Razem z nią wyplyneły wegorze. Wszystkie nie zyly... Cala podloga pokryta byla martwymi rybami. Sliskie ciała lezaly polatane ze soba, gdzieniegdzie ruszały sie jeszcze. I ten rozdzierajacy bol... zabiłam je, choc nie chcialam... Co ja zrobiłam?!
Obudziłam sie na szczescie... nie chce wiecej takich snow. One bola jak rzeczywistosc...


Ailene
Komentuj(5)


Link :: 14.05.2005 :: 17:29

I hurt myself today to see if I still feel...

Czarne mysli kraza w glowie... Czuje jakby mialo sie cos stac... coz bardzo zlego, cos co nie powinno sie wydarzyc...
Nie potrafie pozbyc sie wrazenia, ze ktos jest niedaleko mnie. Ktos, kogo nie powinno byc. Wydaje mi się, ze ktos kreci sie po domu lub w ogrodzie. Wczoraj gdy bylam sama, kilka przedmiotów spadlo. Nie dotknelam ich nawet... Tylko bylam blisko... jakby ktos byl w tym pomieszczeniu. Jakby chcial mnie ostrzec, przygotowac na cos... I jeszcze te złe przeczucia... Popadam w paranoję...
Zoładek mnie boli dzisiaj caly dzien... nie wiem czy od tych pieprzonych prazonek czy od tego wszystkiego... Boze... czy ja zawsze muszę skopac sobie zycie? Nie wiem co robic, nie potrafie powstrzymac lawiny skutkow moich wlasnych poczynan. One mnie najzwyczajniej niszcza...


Ailene
Komentuj(6)


Link :: 15.05.2005 :: 22:19

...

Czuje sie sama... jestem sama... Nie ma nikogo, gdy najbardzie potrzebuje czyjejs obecności... Nie potrafie krzyknac, zawołac, poprosic... Nie mam juz sil tak zyc, niszczac sie. Potrzebuje pomocy i boje sie o nia poprosic...
Scialam włosy wczoraj. Boła ladnie. Nie umialam sobie rano ich ułozyc. Popatrzyłam w lustro i nie mogłam na siebie patrzec... Rozbeczałam sie jak bobr... najgorsze jest to, ze uswiadomilam sobie jak bardzo sama jestem. Heh... glupia mysl - czy przymiotnik "sam" mozna stopniwoac? Czy mozna być mniej lub bardzie samemu? Niewazne... Nie ma nikogo, kto wiedziałby co sie tak naprawde dzieje, nie ma nikogo, kto moglby mi pomoc... Nie moge powiedziec mamie, bo ja skrzywdze. Kaska jest za mała, a ojciec w ogole nie wchodzi w rachube. On... nie potrafie z nim rozmawiac o tym... W ogole nie umiem o tym rozmawiac. Ironia... zawsze umialam nazywac rzeczy po imieniu, teraz pozostaly mi tylko zaimki rzeczowne. To... wlasnie tym niszcze siebie. Swiadomie, mimowolnie. Juz nie umiem z tym przestac. Zabrnełam za daleko.
Czasem gdy leze chciabym zasnac. Zapasc w jakis sen... zupelnie inny niz moj poplatany swiat. Bez tego, bez problemiw, bez niczego... I nie obudzic sie wiecej...

Ailene
Komentuj(6)


Link :: 16.05.2005 :: 20:41

Nothing... just nothing

Zabrałam sie wreszcie za cos. Nie mam juz sil roztrzasac wszystkiego i uzalac sie nad soba. Jak cos robie to zapominam o wszystkim... nawet przysypiajaca po nieprzespanej nocy i z popazonymi palcami. Ale wreszcie mam kase by kupic cos mamie...
Naucze sie robić strony interntowe, zawsze jakis grosz do kieszeni wpadnie. Malo prawdopodobne, ze dostane sie na jakis sensowny kierunek. Jakos bede musiała przekoczowac ten rok, poprawic historię i dostac sie gdzies... Moze wyjade... Zobaczymy...
Jakos nie widze sensu w tym wszystkim. Wszystko na co pracuje sie wiele lat mozna starcic w ciagu jednego dnia. Uczylam sie solidnie przez dwanascie lat. Po co? Zeby dostac jakis glupi test, na ktorym powyciagano informacje z przypisow w ksiazce, bylo wiecej obrazkow niz konkretnej wiedzy, a odpowiedzi byly tak skonsturowane zeby tylko podwinela ci sie noga. Po co? Zeby skaładajac glupi wynik z tego testu dowiedziec sie, ze miejsce na uczelni, o ktorym marzylas przypadnie, albo temu kto umial sciagnac, albo temu, ktory ma tatusia, ciocie i wujka na uniwerku i wstep wolny... A potem i tak podwyzy sie tylko procent bezrobotnych. Heh... zajebiste perspektywy. Wkurza mnie to wszystko. Wymaga sie od nas patriotyzmu dla kraju, ktory nie otwiera przed nami zadnych mozliwosci. W rzadzie zasiada sie nie po to, by poprawic sytuacje, a po to zeby wypchac sobie kieszenie. Prawo jest tylko na papierze, w rzeczywistosci kazdy "swiatek" rzadzi sie sam, swoimi prawami,
Startuje z przegranej pozycji. Pozostaje mi tylko albo "po trupach" droga legalna lub nie zdobyc to co chce, albo ustapic miejsca tym, ktorzy obiara pierwsza droge...

Ailene
Komentuj(5)


Link :: 17.05.2005 :: 22:53

When I was young...

Przestaje myslec o maturze i o tym jak ja skopalam...Przestaje myslec o maturze i o tym jak ja skopalam... Przestaje myslec o maturze i o tym jak ja skopalam... Przestaje myslec o maturze i o tym jak ja skopalam... Przestaje myslec o maturze i o tym jak ja skopalam...
Dobra... naprawde przestaje, bo to nie ma sensu. Jeszcze tylko załamka pod koniec czerwca i na poczatku lipca i koniec. Bo naprawde spieprzylam i nie mam co liczyc na cud...
-KONIEC ROZSTRZĄSANIA-
Dzisiaj zdarzyły sie dwa cudy. Wstaje z łozka, biore lusterko, patrze na ryjek... a tam nie ma tych paskudnych krostek, ktore ostatnio mnie wysypały. Nawet nie wiem skad sie to dziadostwo wzielo. Pewnie pylą jakies chabzie (jesli napisałam blednie to wybaczcie, nie mam slownika pod reka). W kazdym razie ryjem mam juz w miare gladki. Ufff juz sie balam, ze znowu do dermatologa po jakies mikstury. Co do drugiego cudu, to po prostu szok. Moja siostra wyciagnela dzisiaj spod fotela torbe, ktrej nie nosilam od dobrego miesiaca. Jak zwykle wypakowała moje szpargały... stare paragony, zapasowa podpaske, chusteczki, blyszczyk... i piedziesiat zlotych!!! Szok. Jestem w dolku finansowym, na 29 musze miec stowe a tu jakies grosze i jeszcze wydatki. I taki zastrzyk... jak tu sie nie cieszyc?
A tak w ogole to odwala mi do reszty. Moze jestem glupia i dziecinna, ale po prostu sa rzeczy, ktore sprawiaja mi frajde, albo po prostu przywoluja wspomnienia... Ostanio sciagnelam kilka odcinkow Czarodziejki z Ksiezyca. Siedze jak glupia przed monitorem i ogladam. Rany... z ta bajka wiaze sie tyle wspomnien... Jak bylam mała to miałam fioła ja punkcie czarodziejek. Zreszta nie tylko ja, moje dwie owczesne przyjaciolki tez. To byly czasy... Z przerosnietej rzodkiewki i połamanego kija od miotły robilo sie pałeczki i ganialo dookoła domu. Szylysmy kostumy ze starych koszul i kalesonow. To nic, ze darly sie na kazdym kroku, albo z zoltych rajstop robiło sie peruki. Bylam glupiutkim dzieckiem, jednoczesnie bardzo pomyslowym. Zawsze to ja wymyslalam rozne rzeczy, czesto ajglupsze, ktore potem z zapalem wcielałysmy w zycie. Kiedys wymyslilysmy sobie miniature ukladu slonecznego. Brakowalo nam wowczas plasteliny na Saturna, wiec przyszlo mi do glowy alternatywne rozwiazanie. Zolta plastelina oblepilysmy cebulę. Jakos tak wyszlo, ze nie skonczylysmy pomyslu. Kilka miesiecy potem znowu przybylysmy na strych, patrzymy a na stole nadal lezy slynny Saturn. Pech chciał, ze spadl nam na podloge. O rany ale smrod... Nie wiedzialam, ze cebula moze tak cuchnac. Fee... Saturn skonczył w krzakach za oknem.
Nasze zabawy nie ograniczały sie tylko do bajkowo-plastycznych przedsiewziec. Tak sobie teraz mysle, ze mialysmy kupe szczescia. Wdrapywanie sie na czubek drzewa to byla chyba najmniej niebezpieczna zabawa. Razem z A. mieszkalysmy wowczas w stare szkole. Byla to wiekowy, poniemiecki budynek, dwie kontygnacje i stryszek. Na strych nikt bez wyraznej potrzeby nie wchodzil. Po pierwsze byl to nisko, ciemno, i na dodatek nie sprzatano tam chyba od dobrych szescdziesiecu lat. Owy strych stanowilo samo poddasze. Tylko krokwie dachowi i dachowki. Wszystko bylo tak straszliwie suche, ze mozna bylo zdrapac warstwe drewna samymi paznokciami. My, genialne dzieci, bralysmy sobie tak z dziesiec swieczek, rozstawialysmy sobie w kolki i siedzialysmy. Cicho, cieplo, przyejmnie... A wystarczyla by jedna iskra... zgroza...
Podobne poddasze tylko nowsze miala wlasciwa szkola. Nowy i potezny gmach, z wyjatkowo wysokim sufitem na ostatnim pietrze i drabina, zazwyczaj dla bezpieczenistwa zablokowana. Jako nauczycielskie dzieci, mialysmy pewne przywileje. Nikt nie wyganial nas gdy popludniamy wloczylysmy sie po szkole. Zawsze mozna bylo powiedziec, ze przyszlo sie do mamy po klucz, albo ze czeka sie na rodzicow... Stryszek ten zawsze na kusil, wiec pewnego cieplego popludnia, po upwnieniu sie, ze nikogo nie mia, odblokowalysmy drabine i ruszylysmy na zwiedzanie. To byla frajda, byc tam gdzie jeszcze nikt nie byl... Na stryszku oprocz belek, do ktorych przymocowane byly kasetony, nie bylo niczego innego. Pod cienka warstwa styropianu, bylo jakies czety czy piec metrow i beton. A my spacerki sobie urzadzalysmy "sciezkami"... Tak sobie mysle, ze ja jedenak duzo zmadrzalam od tamtych czasow... Juz nie bawi mnie przebieganie przez trojpasmowke we Wrocławia i nie daje sie namowic na wiele wybrykow... Po munerze z trasą wrocławska uslyszałam, ze jestem wapniak. Wole byc wapniakiem niz trupem na autostradzie... Tak zapewne skonczylo by sie to, gdyby nie moj sprzeciew... Pare dni lub tygodni po tym wydarzeniu przejezdzalam tamtedy. Kilkaset metrow od tego miejsca, pogotowie zabierało kogos, prawdopodobnie przebiegał sobie w najlepsze... Dodam jeszcze, ze to byl ostatni nasz wspolny wypad do Wrocławia. Potem przyjazn sie rozsypała... One i ja... Bylam zbyt inna, one zbyt sie zmienily... jednak nie pwoem, ze jest mi szkoda. Nie jest... dluga opowiesc. Przestałam byc ta trzecia, ta dzieki ktrej mozna bylo poleczyc sobie kompleksy udowadniajac jej, w ten czy inny sposob, ze jest gorsza i nie pasuje do reszty. Ale to zbyt dluga i przykra historia, a ja jestem zmeczona. Dobranoc wszystkim, ktorzy tu zajrza...


Ailene
Komentuj(8)


Link :: 19.05.2005 :: 11:16

Po staremu

Koniec swietego spokoju. Ojciec wrocil z Francji... Koniec z siedzeniem po nocach przed kompem, sciaganiem roznych dziwnych rzeczy dwadziescie cztery godziny na dobe. Koniec z chodzeniem bez kapci. Chlip chlip... Przynajmij jest pełna lodowka cudownie smierdzacych francuskich serów. Hmmm odkryła osatnio, ze im bardziej serek capi tym jest lepszy.
Mowie o rodzicu jak wyrodne dziecko... tak wlasciwie to czy ojciec jest, czy go nie ma i tak wszystko wyglada tak samo. No z jedna roznica... jak jest to w pokoju zwykle pali sie lampka, a jak nie ma to jest ciemno. Czasem tylko wyjdzie by poprzyczepiac sie do czegos, albo opowiedziec co to smiesznego kto walna na czacie. To wszystko...
Dobra koniec narzekania. Nie musze dzisiaj obiadu gotowac, co mi sie usmiecha, bo ostatnio czego bym w kuchni nie wziela do reki mu sie sie spieprzyc. Marna ze mnie kucharka. Dobrze, ze moje honey umie gotowac, bo padl by z glodu, gdyby przyszlo mu ze mna kiedys mieszkac.
Tak w ogole to nic sie nie dzieje. Przewalam sie z kata w kat. Albo majstruje szablon, albo ogladam cos w telewizji (ktora z roku na rok staje sie coraz glupsza), albo przyczepiam sie do kogos i zadaje mu masz idiotycznych pytan - sztandarowy przyklad: Mamo, kochasz mnie?
Dobra nie zanudzam juz. Jeszcze tylko mała instrukcja, dla osob pragnacych sciagnac sobie czarodziejki :wink:

Istnieje sobie tai program, zwany bitcomet. Trzba sobie go sciagnac i zainstalowac. Niestety nie wiem gdzie mozna go znalesc, sama dostalam go poczta. Jakby byl problem, to adres moj jest obok.
Jak juz programik jest zainstalowany, wchodzminy na stronke:
http://www.torrents.to/o.php?s=5&q=sailor%20moon%20avatar
i kilkamy linki sailorek, ale tylko z napisem "avatar". Inne to moze byj jakis badziewny serial z aktorami (szajs jakich malo, sparawdzałam). Jak juz klikniemy na linka powinno pojawic sie okno pobierania - wybieramy opcje /otworz/. Wowczas bitcomet zaladuje sie
i pojawi sie nowe okienko, na ktorym klikamy /ok/. I juz sie sciaga :wink:. Taka jeszcze mala rada, dla nieznajacych programu. Nie odpala on sie automatycznie, wraz z wlaczeniem komoutera, trzeba go uruchamiac za kazdym razem i wlaczac pliki do sciagania (prawy przycisk myszy --> start).
Zycze milego sciagania, tak w ogle to mozna mnostwo fajny rzeczy znalesc tam.


Ailene
Komentuj(5)


Link :: 19.05.2005 :: 22:18

...

Pokoj wypełniony słodkimi dzwiekami Phantom of the opera... Nie wiem co jest w tym utworze, cos co wprowadza mnie w dziewny trans, cudowny nasroj. W jakis sposob dodaje mi sił... Cały Nightwish tak na mnie dziala. Zadna muzyka, nigdy nie działa na mnie w ten sposob. Po prostu odpływ, inny świat...
Nadal to wszystko chodzi za mna. To co do tej pory wydawało sie takie oczywiste, proste, teraz stoi po drugiej stronie spalonego mostu, usmiecha sie ironicznie i macha mi reka na pozegnanie. A ja trzmam pochodnie... Heh... to idee mialy padac z wielkim chukiem, nie plany... Ja zawsze musze cos spierdolic. Zeby przypadkiem nie było za dobrze. Zeby jeszcze dali mi swiety spokoj. Czy nie wystarczy juz, ze sama sie katuje myslami? Musza ciagle pytac i przypominac... A potem dziwia sie jeszcze, ze skacze im do gardel... ile mozna rozstrzasac jeden temat?! Ile?! Spierdolilam wszystko i koniec. Po chuja pytac mnie w kolko o to!

Ailene
Komentuj(1)


Link :: 20.05.2005 :: 08:16

New makeup

Mała zmiana, wlasnej roboty. Rozgryzaniw tajemnic htmla to najlpszy lek na wszelkie dołki i zrypany humor. Chcociaz czasami... zwlaszcza w momentach gdy strona lewa powinna byc szersza, prawa węzsza, a wszystko wychodzi odwrotnie moze doprowadzac do szeskiej pasji. Dobra... ide sklejeac myszkę i usuwać slady zebow z monitora... ;)

Ailene
Komentuj(5)


Link :: 21.05.2005 :: 10:22

Tureckie kazanie

Rany boskie ale ja jestem porypana... Chyba nadal oddziałuje na mnie prąd z tego zepsutego gniazda, ktory pokopał mnie jak byłam mała... A powtarzali mi tyle razy - Madziu nie pchaj nóżki za kanape, bo cie prąd kopnie. I kopnął w koncu. Teraz juz nie pcham nóg za kanapę. Bo sie nie mieszczą.
Ale zbiegłam z tematu. Wczoraj pojechałąm sobie do Wrocka. W zadnym konkretnym celu, żeby sobie pochodzic po sklepach i pobyc z moim honey. Hmm... skonczyło sie na ćwiczeniach w polibudzie. Ja w pierwszej ławce przed panem profesorem. I to cholera jeszcze na jakis drutach. Sama fizyka, fizyka, fizyka, no i troche matmy. Z calych dwugodzinych zajęć zrozumiałam tylko kilka wyrazow: tangens, sinus, cotangens, pierwiastek, wykres, wzor i rozwiaż.
Siedze sobie w pierwszej ławeczce, grzecznie, jak na niezbyt grzeczna dziweczynke przystało i patrze. Na tablicy pojawiaja sie jakies kosmosy, gammy, linie takie, linie owakie, jakies wzorki zlozone z setek elementów. Rany... wlasciwie jedyne co wrecz narzucało mi się na mysl to slowa pewnej poisenki: Co ja robie tu... ? Po pientnastu minutach stwierdziłam, ze trzab schowac grzecznosc do kieszeni, wyjełam sobie książke z torebki i zaczełam czytac. Coz... filozofia w wydaniu Paulo Cohello jest o niebo ciekawsza i bardziej zrozumiała, niz wykład z teorii obwodow (czy jak to sie tam zwie) na polibudzie wrocławiskiej.
Tak w ogole to nie wyleczyłam sie jeszcze z zazdrosci. S. przyjaciolka Jego nadal chodzi mi jeszcze po glowie. Takie dziwne zdarzenia mialo wczoraj miejsce. Szłam do Niego, do domu, na ktorychs z kolei swiatłach kolo mnie pojawiła sie dziewczyna. Ładna, ubrana w stylu wojskowym, geste kasztanowe wlosy do ramion, lekko zgarbiony, lecz ladny nosek... Najdziwniejsza była myśl - To ona! S... Mysl zupelnie spontaniczna, intuicyjna... Nie chciałam jej sie po chamsku przygladac. Spojrzałam pare razy ukradkiem. Wkrotce wyprzedziła mnie i zniknęła. Kilka godzin pozniej zaptałam sie Go jak S. wygłada i jak sie ubiera. Jego opis doskonale pasował do dziewczyny, ktora mijałam... Ma sie teraz dowiedziec, czy S. mogła byc w tamtym miejscu, o tamtej porze...
Czikawe czy mam szosty zmysl...


Ailene
Komentuj(9)


Link :: 22.05.2005 :: 11:09

?

I tak zaczal sie niedzielny poranek ganianiem w pizamie po balkonie. Dobrze, ze sasiedzi sa przyzwyczajeni do takich wyczynow. Jak kiedys bede budowac czy kupowac dom, to tylko na totalnym odludziu. Wzdloz płotu zasadze jakies chaszcze i bede mogla latac w pizamie po ogrodzie do woli. Co mi sie bedzie ktos gapił!
Wczoraj w domu zadyma była. Mama zaprosiła gosci. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, ze ojciec zamiast znow zabarykadowac sie przy kompie siedział i gadał. I to przez cały wieczur. Czyzby moje slowa jakos do niego przemowily...? W piatek znow zastalam mame zaplakana. Poszłam mu i wygranełam prosto w twarz, ze mama znow płacze przez niego. Mina mu sie zmienila i odburknał, ze nie wie dlaczego. Prychnełam ironicznie i odpowiedzialam mu, ze najzwyczajniej w swiecie wymienil nas na komputer. Zamilkl... i znow usiadł do tego pieprzonego czatu. Ciekawe, czy ten pobyt z goscmi to ze szczerej checi pobycia z prawdziwymi ludzmi, czy dla utrzymania prowizorki szczesliwej rodzinki? Nie wiem, nie wnikam. Mi wystarczy słowko i mozemy sie przenosic do dziadka. Moze gdyby uswiadomil sobie, nadle ze jest sam jak palec to pzypomnial sobie, ze ma zone i dzieci. Najbardzie jednak irytuje mnie w nim to, ze jest zawsze cieply, serdeczny, czarujacy i chetny do pomocy dla obcych, a nigdy dla mamy, mimo ze jest ona jedyna osoba, ktora faktycznie na to zasluguje.
H. odwiedziła mnie wczoraj. Nie ma jak babskie pogaduchy prosto z serca. I nie ma tez jak to pozlewac sie z mojego honey... hehe. H. usiłuje oduczyc mnie zazdrosci do S. Hmm raczje jej sie nie uda, bo co ja bede wtedy robic? O kogo bede sie rzucac i wymuszac kolejne wyznania? No coz... wredna ze mnie baba. a tak w ogole to załatwiłam sobe stopy w piatem moimi pieknymi czerwonymi pantofelkami... Mam pskudnie bolesne obtarcia. Chyba jednak czerwonych pantofli nie mozna nazwac butami długodystansowywmi...


Ailene
Komentuj(4)


Link :: 23.05.2005 :: 09:30

Friendship forever

Miałam genialny sen. Genialny w swej wyrafionwanej prostocie... Krotkie wprowadzenie, bo sytuacja była troche skomplikowana i trzeba od czegos zacząc.
Miałam kiedyś przyjaciłke. Było to w dawno dawno temu, lecz w niebardzo odległej krainie. A wlasciwie to na pewnej wsi, gdzie posiadanie samochodu inego niz polonez, duzy fiat i maluch, oraz noszenie bardzo modnych wowczas ciuchow z Big Stara bylo symbolem luksusu i bogactwa.
Poczatek przyjazni wspominam z rozrzewnieniem. Byla to moja pierwsza przyjacilka, na dobre i na złe, zawsze razem friendship forever... i takie tam podobne.
Jak to niestety z ludzmi bywa A. zaczela sie zmieniac. Z normalnego fajnego dziecko wyrosła zapotrzona w siebie pannica. W zabitej dechami wsi, gdzie niemal kazdy ledwo wiazał koniec z koniec, rodzicom A. powiodło się. Ciezka praca zaowocowała i pojawily sie pieniadze na praktycznie wszystko. Nie zebym byla zazdrosna, czy cos. Chwała im za to, ze potrafili to wszystko zdziałac własnymi siłami. Nie poddali sie przeciwonosciom, szkoda tylko, ze poddali sie magicznemu wpływowi pieniadza.
Wkrotece jak A. odkryla, ze moze wydawac pieniadze tatusia do woli zmienila sie strasznie. Rozpoczela szpan na prawo i lewo, poczatkowo drobiazgami, potem przerzuciła sie na oslawionego w tamtym czasie Big Stara, by jeszcze kilka lat potem odkryc hipersnobistyczne i hipedrogie firmowe sklepy Wrocławia.
Wieczny szpan, niekonczace sie telefony, zaczynajace od - Czy wiesz co sobie dzisiaj kupilam... jej podejscie do zycie - Co to nie ja... powoeli zaczely mnie meczyc. Ile mozna wysłuchiwac o nowych zakupach, o problemach czy rozowa bluska pasuje do nibieskich spodni, oraz o tym jak schalała sie na ostatniej imprezie i ilu gosci probowało ja poderwac. Wlasciwie nasze hmm rozmowy ogranicały sie do tego. Nawet nie wiem czy mozna to nazwac rozmowami, bo z moje strony ograniczało sie tylko do yhy, nom, spoko, o jaaa, łał!
Rozpoczełam powolna izolacje, a w koncu wyporowdziłam sie na inna wies. A. znalazła sobie kolezanki podobne do siebie - ciuchy, imprezy, faceci. Chyba ma z nimi wiecej do pogadania niz ze mna.
Ale wroce do mojego wspaniałego snu... Ostatnio zdarza mi sie grzebac po lumpeksach. Mozna znalesc naprawde genialne ciuchy, ktorych nikt inny miał nie bedzie, a ceny sa wprost zajebiste :wink: Snilo mi sie, ze wlasnie z kolezanka zrobilysmy rundke po lumpeksach, wchodzimy sobie do ktregos z kolei, patrzymy, a tam... A. siedzi zamknieta w przebieralni, a jej mama buszuje prz jednym ze wieszaków z ciuchami. Ciuchy posegregowane były względem cen. Wybrałam sobie jakies dwie bluski z najbardziej oddalonego i chyba najtanszego wieszaka i podchodze do kabiny. Mama A. podała jej wlasnie jakas koszule. Grzecznie i kulturalnie ukloniłam sie.
Mama A: O Magda, nie zauwazyłam Cie...
Ja: Przeszukiwałam własnie tamten wieszak - powiedziałam wskazując glową w odpowiednie miejsce.
Mama A: No tak... bo MY wybieramy tylko z tych NAJDROŻSZYCH...
Szkoda, ze sie obudziłam... taki fajny sen... jeszcze do tego mialam pelny portwel...


Ailene
Komentuj(5)


Link :: 25.05.2005 :: 00:10

I feel it in my fingers, I feel it in my toes... Problems are all around me...

Kurde boje sie. Chyba po raz pierwszy w zyciu mam pietra przed pojsciem do lekarza. Kilka dni temu dopominalam sie o ta wizyte, a teraz sie boje. Ale ja glupia jestem... A jak to cholerne USG cos odkryje? I beda mi ciac gardlo? A potem bede miec wielka szrame? Heh... babci wycinali tarczyce, a ja mam genetycznego pecha. Rodzina tatusia odsprzedała mi juz krotkozwrocznosc, problemy z zoladekim, ze stawami, migrenki i to glupie cos ze skora... Bez sensu...
Jedyne dobre wiadomosci to to, ze rodzice zlitowali sie i rzucili troche kasy. Bedzie na Chorzow i jakas spodniczke. Mamcia hojnie z wlasnej woli, ojcu musiałam sie przypomniec. Dał mi zryte imie, tak ze wszyscy mnie przechrzczają, wiec niech płaci na imieniny! No! A tak pozatym to moje paznokcie przezywaja renesans. Odrosły wreszcie po przedmaturalnym opedzlowaniu. Wkrotce znow pomaluje je na czarno.
Spadam poczytac Harrego, przy walce z Voldemortem moje problemy sa wrecz prozaiczne. Sweet dreams for all, reading this.



Ailene
Komentuj(3)


Link :: 25.05.2005 :: 02:29

???

Dobra, nie moge spac, nie chce mi sie czytac. Nie chce mi sie nic. Boje sie jutra. Wszyscy sobie poszli.
Wkurzam sie.
Nawet nie wiem na co. Jakies setki mysli bez ładu i skadu, niekonczace sie koszmary, ludzie i strach.
Ludzie... wlasciwie czego oni ode mnie wymagaja? Tego zebym byla taka jako oni chca. Kiedy ja nie chce byc taka. Chce by soba. Czo byc soba to znaczy byc zla?
Robie cos po swojemu. Patrza na mnie jak na kogos, kto wlasnie uciekl z wariatkowa. Tylko dlatego, ze "to powinno robic sie inaczej". Dlaczego inaczej, skoro i tak wyjdzie to samo? Dlaczego gdy wybieram cos, czuje na sobie zpojrzenie z cyklu "znowu bierzesz jakies gowno"? Dlaczego gowno? Tylko dlatego, ze wybieram je w zgodzie ze soba? Czyli moze ja jestem gowno, skoro gowno jest w zgodzie ze mna? Dobra, rozumiem kazdy ma swoj gust, swoje zdanie, ale gdzie do kurwy nedzy jest ta tolerancja, o ktorej wszyscy wciaz pieprzą? Jestesmy spoleczenstwem tolerancyjnym! Jestemy za tolerancja! Tylko czemu wciaz czuje na sobie spojrzenie typu "ty chyba jestes nienormalna". No i jestem, i na domiar zlego powiem ci jeszcze, ze jestem z tego powodu szczesliwa. Wlasnie wtedy gry robie co chce, jak chce, a ty nie gapisz sie na mnie jak na ufo. Bo co to wlasciwie jest ta normalnosc. Zlota klatka z przylutowana tabliczka z napisem normalnasc. Klatka, w ktorej nie ma drucikow, to co nie pozwala nam wyleciec to stek bzdurnych przykazan, definiujacych obowiazujaca "normalnosc". To co wypada, co jest kulturalne, co jest grzeczne, stosowne, miesci sie w kanonach, nie odbiega od norm, jest akceptowalne, nie przyciaga niczyjej uwagi, nie wzbudza kontrowersji, nie jest ryzykowne, jest modne, jest bezpieczne, spokojne, rozwazne, nie jest zabronione przez Kosciol, nie jest dla ciebie za powazne, ani za błache, nie jestes na to ani za stary , ani za mlody, nie wzbudza smiechu, a padre Rydzyk nie potepil tego w swoich audycjach... To zaraz? Czy ja mam swoje wlasne zycie przezyc tak jak ja chce? Czy moze tak jak ktos sobie zyczy? Bede nosic rozowe minispodnizki w pomaranczowe gorchy, do tego zielone trampko-baletki i zolta bluzke z tylko jednym rekawem tylko dlatego, ze jest tak modnie. Wybiore kierunek, na ktory na pewno sie dostane, a po nim znajde prace, ktora choc nie przyniesie mi ani korzysci, ani wieksze kasy, tylko monotonie i pewnosc, ze jutro bedzie rownie pewne jak dzisiaj. Potem wyjde za maz, za statecznego człowieka, ubranego rownie modnie i majacego rownie monotonna i maloplatna prace jak i ja. W poniedziałek ugotuje mu rosol, we wtorek ogorkowa, w srode pomidorowa, w czwartek krupnik, w piatek jarzynowa, w sobote grochowke, w niedziele flaczki, w poniedzialek znowu rosol, we wtorek znowu ogorkowa i tak dalej do konca zycia, "bo tak ma być". W wieku dwudziestu pieciu lat urodze dziecko, bo jest "najzdrowiej", w wieku trzydziestu drugie "bo tesciowie sie dopominaja", zmienie rozowe spodniczki na fioletowe, "bo tak sie mezowi" podoba. Wakacje bedziemy spedzac w gorach, a weekendy na dzialce, w niedziele do kosciola. Po emeryturze, kazde w innej czesci mieszkania bedziemy ogladac glupie seriale...
Pieprze? Nie... to jest wlasnie "normalne" zycie. Takie... normalne, takie jak wszyscy wymagaja. A gdzie jest miejsce na to co ja chce? Samolubstwo? Egoizm? Niech bedzie, moge byc przezarta samolubstwem do szpiku kosci egoistka, ale bede zyc tak jak chce... jako wyrzutek spoleczny. Boli mnie to... boli mnie to, ze sama nie mowie nikomu jak ma zyc, a wciaz czuje na sobie spojrzenia, wciaz slysze slowa, ktore kaza mi byc taka a nie inna...
Zakrecona jestem, musiałam sie "wypisac"...

Jeszcze mała dygresja, do tych ktorzy lubia oczojebne kolorki... wybaczcie, to byl najlepszy przyklad w moim przypadku, bo ja praktycznie bezprzerwy chodze w czerni...


Ailene
Komentuj(6)


Link :: 26.05.2005 :: 00:53

Szkiełko czerwone, w srebro obleczone...

Kilka fotek z niedzielnej wyprawy. Czysta amotorszczyzna... jednak sa ladne. Uwiecznienie w jpg-u kilku obrazow... drobniutkich puzzli skladajacyh sie na moj swiat... chcialabym nauczyc sie jesli to mozliwe, nie tylko uwieczniac obraz, lecz takze wlewac w niego zycie... Raz mi sie udało. Widok z mojego okna... zywa chwila, niczym owad zalany w bursztynie, martwa skorupa i kropla zycia...
Jutro dzien mojej mamy. Najukochanszej kobiety w moim zyciu. Taki maly drozbiazdzek odpoczywa na biurku. Szkoda, ze nie jest w stanie podziekowac jej za wszystko co mi dala... Moja mama nigdy matką nie bedzie... Roznica? Diametralna. Matka - tylko urodzila, mama - dała wszystko co czlowiekowi byl w stane dac czlowiek. Szkoda tylko, ze moj tato powoli staje sie tylko ojcem... Stop! Koniec rozwazan o nim! Koniec kropka. Tak na dobranoc... najlepsze zyczenia dla mojej mamy... moze kiedys przeczyta...


Ailene
Komentuj(2)


Link :: 27.05.2005 :: 20:06

O ludzich i ludzikach

Nadal zyje. Po dwuch cieżkich dniach pełnych wzlotow i upadkow, oraz ekspresywnego wyrażania opinii, i jednej niedoszlej probie pokazania pewnej osovie, ze na moja rodzine sie nie najezdza. Ja nie wiem co ona sobie wyobrazała. Ona, to znaczy ulubienica mojego tatusia, S. corka przyjaciol, dziewczyna jaka ja nigdy nie bede i co najwazniejsze byc nie chce.
To po prostu trzeba miec tupet. Przyjechala do nas nocowac, wczesniej romawiala z moja babcia, ze brat mojego ojca, R. studiuje na jakiejs wyzszej szkole. R. zostal wychwalony przez babcie pod niebiosa. Nie bezpodstawnie. Rewelacyjnie mowi po niemiecku, nawet akcent ma niemal naturalny. Oczywiscie S, ktora zawsze musi cos skomentowac przyczepila sie do tego, ze w "wyzszych szkolach wszyscy maja dobre oceny". Doczepila sie jeszcze do tego, ze R. woli sprawdzany skonsultowac najpierw z kims, zanim da uczniom, przez co wg niej podwaza swoj autorytet jako nauczyciela. Po prostu krew mnie zalala. Specjalnie nie przepadam z R ale co mi bedzie ktos najezdzal na rodzine. Dobre oceny ma, bo faktycznie sie uczy i jezdzi do Niemiec. Co do konsultacji to nawet gdybym miała mgr, prof, dc i inz przed nazwiskiem to wolalabym dac komus do przeczytania, chocby po to, zeby dopisal przecinek, ktrego brakuje w 35 linijce na 132 stronie. W gruncie rzeczy nie chodzi tutaj faktycznie o R ale o tutpet. Przyjezdza do mnie spac i obsmarowuje mi rodzine. A prawda jest taka, ze S potrafi tylko duzo gadac. Trzeci czy czwart rok informatyki, ale systemu sama nie wgra "bo ona zajmuje sie raczej programami...". Nalezy do tej grupy osob, ktore po prostu musza miec odmienne zdanie, musza je komus narzucic i na dodatek musza zawsze udowodnic, ze maja racje (czy ja maja czy nie). W sumie gdyby moja mama nie wtracila sie do naszej dyskusji i nie zakonczyla jej to pewnie S dowiedziala by sie calej prawdy o sobie. Jesli o mnie chodzi to moze mnie cmoknac w DUPE! Pewnie przez nastepna impreza przylezie znowu pozyczyc jakies ciuchy...
A tak w ogole to wczoraj spili mnie rodzice Propheta. Mialysmy wejsc tylko na chwile, zaniesc dodatkowa flaszke. Rany Boski... robie sie ekonomiczna. Ne pilam nic tak dlugo, ze sieklo mnie po dwuch kielonkach! Po pierwszym czuje, ze tak leciutko szumi mi w glowie. Pan W leje kolejna kolejke... ukrylam kieliszek i wypilam colą. Kilka minut pozniej mama Propheta: Magdzia!Ty mala oszustko, wszyscy pili a Ty nie!" Chcac nie chcac wypilam i potem mialam problem z chodzeniem po prostej...
A dzisiaj? Dzisiaj postanowilam ze nie bede przeplacac i na targu po raz pierwszy targowalam sie. He he 5 zlotych w kieszeni. A zaraz ide lezakowac przed telewizorem. Cale popoludnie jezdzilam na rowerku. Mama sflaczale miesnie (wychodzi brak kondycji) i spieczone na raczka ramiona (wychodzi brak kremu), na doatek cos mi sie stalo z gardlem, mam takie jakby suche i klujace, nie moge brac glebszych oddechow bo od razu sie ksztusze. I kto do cholery powiedzial, ze sport to zdrowie?

Ailene
Komentuj(5)


Link :: 28.05.2005 :: 22:56

Trawa

Tak na chwilke, udalo mi sie wywalic ojca z jego kompa. Moj nawalil mi dokumentnie, odpala sie tylko w trybie awaryjnym. Lipa.
Wlasnie wrocilam z Dni Olesnicy. Klasyczny przyklad przerostu tresci nad formą. Zaproszono Lipnicka i Portera. Muzyka rewelacyjna, niestety nie na olesnickie standardy. Nastrojony, ambitny koncert i z lekka zalana, rozkrzyczana publicznosc... trzydziesci metrow dalej wesole miasteczko i ryczace na caly regulator disco. Biedna Anita w koncu zaczela proscic o cisze, bo to w koncu koncert, niestety bezskutecznie. Chyba nie tego spodziewala sie podpisujac kontrakt. Szkoda... takiej muzyki posluchalabym z zadyminym, przyciemnionym klubie saczac wino, nie na halasliwym podzamczu.
Wkurzylam sie w ogole. Na nasze intelignetne wladze miejskie. Na kilka miesiecy przed impreza podzamcze wyrownywano i osuszano. Spoko, chawla im za to. Jednak nie rozumiem jednego. Jak mozna byc tak glupim? Nasi oslesniccy geniusze wymyslili sobie ze obsieje ten teren trawa. I obsiali. Wykielkowala sobie sliczna mloda trawka, ktora wlasnie zostala zdeptana przez tabuny ludzi. Juto w ogole jej juz nie bedzie. Gdzie jest w tym wszystkim sens i logika? Oszczedza sie na wszystkim, doslownie. Do okulisty rejestaracja jest w jednym dniu w miesiacu, na poltora przez terminem wizyty. Droga na moja wioche, jedna z najbardziej ruchliwych w Olesnicy, dosyc czesto uczeszczana, nie ma chodnika. Na innych w centrum miasta mozna sobie nogi polamac, takie sa krzywe. Nie wspomne juz o lawkach w parkach i kilku bardzo nieciekawych skrzyzowaniach, na ktorych nie ma swiatel. Nasze inteligentne miasto wydalo fortune, by obsiac ogromny obszar trawa, ktora zostala doslownie wdeptana w ziemie. Gdzie tu sens i logika?
No coz... skoro nie potrafie zrozumiec postepowania naszych wladz to moze i mi jej brakuje... Idem spac, jutro Chorzow I Nightwish! Jak to mawiaja pewne grupy spoleczne: Jeeeeee!!!

Ailene
Komentuj(4)


Link :: 30.05.2005 :: 13:38

Podłoga w restauracyjnym
Wrocilam i zyje... chociaz ledwo. Pogoda dopisywala, az zanadto. 33 stopnie... koszmarnie goraco. Za to koncert byl nieziemski... chociaz troche padal im sprzet, trzeszczaly glosniki (hmm chyba nie byla bym soba gdybym sie do czegos nie doczepila).
Cos niesamowitego... chociaz poprzedzone kilku godzinnym siedzeniem w upale, jedyne ocienione miejsce to byly tunele wejsciowe. Oaza... zwazywszy na to, ze na calej plycie stadionu, nie bylo ani jednego ocienionego miejsca. Chwala organiozatorom za zraszacze, a w zasadzie ogromnego szlaufa... Paradowanie jak miss mokrego podkoszulka... ciekawe przezycie...
Mokrutcy w tunelach wejsciowych czekalismy sobie w spokoju na Nightwisha. Najpierw trzebalo przezyc kilka iscie szarpidrutowych koncertow. Hmm taka mala dygresja - mama by mnie z domu wywalila gdybym zaczela sluchac np Behemota. Juz i tak ledwo toleruje tego co slucham, mimo ze nie jest to w cale takie ciezkie...
Jakos przezylismy to czekanie, w koncu pojawil sie Nightiwsh. Wrazenie piorunujace, nawet mimo spierdzielonego sprzetu. "Our national product" (number one) - wodka swiecil triumfy na scenie. Co prawda niewiele udalo mi sie zobaczyc z racji moich 159 centymetrow, tyle tylko co moje honey zielo mnie na barajda. Tarja woklalistk, jest rewelacyjna. Taka drobna, dziewczeca, niepozorna, a jednoczesnie tak niesamowicie przyciagajaca wzrok. Az chcialo sie na nia patrzec i sluchać jej... I jeszcze byla swietnie ubrana. Ja tez chce takie ciuchy!!!
Szkoda, ze tak krotko grali... Potem przyszedl czas na Iron Maiden. Nie slucham ich, jednak koncert dali swietny. Bylo juz ciemno, a nam udalo sie dostac na trybuny. Hehe tak to sobie najwazniejsza czesc koncertu obejrzelicmy z najlepszego i zarazem najdrozszego miejsca. Hmm nie zebym byla zlosliwa, ale ochrona powinna pilnowac wszystkich wejsc na trybuny, nie tylko tych glownych. Widok byl swietny, zlaszcza, ze scene rozswietlala nie tylko armia reflektorow, ale takze pokazy pirotechniczne. Jak juz wspomnialam, nie jest to moj typ muzyki, przysnelo mi sie pare razy, bylam juz wtedy wykonczona. He he wygralabym zaklad z kumplem. ktory smial twierdzic, ze na metalowym koncercie nie da sie zasnac.
Prawdziwa jazda zaczela sie dopiero w pociagu... Cale towarzystwo z koncertu rzucilo sie od razu na kilka pierwszych pociagow. W tym także nasz. Proba przedostania sie do normalnych przedzialow zaowocowala tylko utknieciem w wagonie restauracyjnym. Po prostu nie dalo sie wyjsc. Krotki telefon i jakos reszcie ekipy udal osie do nas dolaczyc. Czterdziesci minut opoznienia... zaczeli przylaczc dodatkowe wagony. My ulokowalismy sie na podlodze w restauracyjnym. Normalnie pierwsza klasa... miejsca leżace. Fajnie sie spalo... Ja wcisnieta w ramie mojego honey, mi na nogach spal A, Na A. spala Prophet, a w nogach kulil sie jeszcze drugi A. Dookoła nas pelno ludzi, spiacych na stojaco i na lezaco. Zabawnie wygladalo moje wyjscie do toalety. Kurde jak Lara Croft skakalam po scianach by wyminac spiacych. Bylam jeszcze tak rozespana, ze probowalam na sile otworzy rozsuwane drzwi ciagnac je do siebie. W koncu ktos sie nade mna zlitowal i otworzyl mi je. Potem wraz z moim honey obserwowalismy swit... Z mgły gestej niczym może, wystajace czubki drzew wygladaly jak wyspy... cudowne zjawisko... Konduktor sprezyl sie, nadrobil ze dwadziescia minut opoznienia. Bylo juz jasno jak dojechalismy do Wrocka. Potem z tatem Propheta do domciu. Hmm moje łozko zdecydowanie jest wygodniejsze od podlogi w restauracyjny.
Fajnie bylo... z przygodami. Oczywscie nie obylo sie bez spiec. Rany... czemu przeznaczenie zawsze stawia na mej drodze ludzi, ktorzy tak starszliwie mnie wkurwiaja. Cis (skrot od Cynizm Ironia Sarkazm - przypuszczenie moje) jakis kumpel mjego honey. Dwudziestoparolatek o mentalnosci trzyletniego dziecka. Z kpiacym usmieszkiem nabijak sie ze wszystkiego, jakby wszystko bylo kurewsko smieszne. A jak wyczaisz, ze nabija sie z ciebie to odwraca wzrok. boze... chorn mnie przed takimi ludzikami, bo kiedys robie komus krzywde...
I jesczcze mały lach pociagniety z mojej malpy. Ostatni stwierdzil, ze moja cialo, ma takie miejsca, ktore sa idealnie dopasowane do jego reki... On tez ma takie miejsca hehe a wlasciewie jego ubior... Czubki jego glanow doskonale pasuja do mojej reki, wprost leżą jak ulał. I jak tu ich nie trzymac...? Ach te boskie kraglosci... glanów. He he


Ailene
Komentuj(5)


Link :: 31.05.2005 :: 21:36

...

Rany... w zyciu nie przezylam czegos takiego... Po prostu kataklizm. Mialam isc na angola, chcialam wyjsc troche wczesniej, przejsc sie, dotlenic. Dzieki Bogu zostalam w domu. Nagle zrobilo sie ciemno, jakby zaraz miala zapasc noc i wtedy zaczelo sie. Wialo tak starszliwie, ze czubki drzewek w ogrodku dotykaly ziemi. Palstikowe krzesla, cziczym papierowe zabawki po prostu sfrunely z balkonu. Deszcze zacinal straszliwie, jakby ktos woda pod wielkim cisnieniem lał prosto w okno. cisnienie bylo tak duze, ze woda wdzierala sie we wszystkie szczeliny. Okna porozszczelnialy sie, plynelo strumyczkami. Do konca huraganu, miednica wody byla niemal pelna. Na pierze przeciekl dach, rozstawialysmy naczynia, by parkiet nie zamokl. Probowalam zadzwonic po ojca. Wybieralam numer, gdy zablyslo, na czerwono. Niemal rzucalam komorka, podobno przyciagaja pioruny... Ojciec utknal w miescie. Olesnica jest zdewastowana, Wroclaw i okolice zrezta tez. W moim miescie woda plynela ulicami. Gdzieniegdzie bylo jej nawet powyzej kolan. Z godzine po burzy pojechalam do miasta... krajobraz po bitwie. Drzewa powyrywane z korzeniami, pozrywane linie, potoki plynace ulicami, przygniecione konarami auta. Horror... najbardziej przerazajacy byl widok drzew... stare wielkie i potezne lezaly powalone na ziemi... jak zapalki. Galezi na skwerkach bylo tyle, ze wygladalo jakby ktos posadzil warstwe krzewow. Rany... I jeszcze ten chlopak w starym parku. Znajomy tesciow mojego chrzestnego... 26 lat... poszedl tylko pobiegac... Przywalilo go drzewo... Az chce sie krzyczec, dlaczego przyroda musi byc tak okrutna...

Ailene
Komentuj(9)


Lay & content by me
All rights reserved