15.05.2005 :: 22:19
... Czuje sie sama... jestem sama... Nie ma nikogo, gdy najbardzie potrzebuje czyjejs obecności... Nie potrafie krzyknac, zawołac, poprosic... Nie mam juz sil tak zyc, niszczac sie. Potrzebuje pomocy i boje sie o nia poprosic... Scialam włosy wczoraj. Boła ladnie. Nie umialam sobie rano ich ułozyc. Popatrzyłam w lustro i nie mogłam na siebie patrzec... Rozbeczałam sie jak bobr... najgorsze jest to, ze uswiadomilam sobie jak bardzo sama jestem. Heh... glupia mysl - czy przymiotnik "sam" mozna stopniwoac? Czy mozna być mniej lub bardzie samemu? Niewazne... Nie ma nikogo, kto wiedziałby co sie tak naprawde dzieje, nie ma nikogo, kto moglby mi pomoc... Nie moge powiedziec mamie, bo ja skrzywdze. Kaska jest za mała, a ojciec w ogole nie wchodzi w rachube. On... nie potrafie z nim rozmawiac o tym... W ogole nie umiem o tym rozmawiac. Ironia... zawsze umialam nazywac rzeczy po imieniu, teraz pozostaly mi tylko zaimki rzeczowne. To... wlasnie tym niszcze siebie. Swiadomie, mimowolnie. Juz nie umiem z tym przestac. Zabrnełam za daleko. Czasem gdy leze chciabym zasnac. Zapasc w jakis sen... zupelnie inny niz moj poplatany swiat. Bez tego, bez problemiw, bez niczego... I nie obudzic sie wiecej...