Nothing... just nothing
Zabrałam sie wreszcie za cos. Nie mam juz sil roztrzasac wszystkiego i uzalac sie nad soba. Jak cos robie to zapominam o wszystkim... nawet przysypiajaca po nieprzespanej nocy i z popazonymi palcami. Ale wreszcie mam kase by kupic cos mamie...
Naucze sie robić strony interntowe, zawsze jakis grosz do kieszeni wpadnie. Malo prawdopodobne, ze dostane sie na jakis sensowny kierunek. Jakos bede musiała przekoczowac ten rok, poprawic historię i dostac sie gdzies... Moze wyjade... Zobaczymy...
Jakos nie widze sensu w tym wszystkim. Wszystko na co pracuje sie wiele lat mozna starcic w ciagu jednego dnia. Uczylam sie solidnie przez dwanascie lat. Po co? Zeby dostac jakis glupi test, na ktorym powyciagano informacje z przypisow w ksiazce, bylo wiecej obrazkow niz konkretnej wiedzy, a odpowiedzi byly tak skonsturowane zeby tylko podwinela ci sie noga. Po co? Zeby skaładajac glupi wynik z tego testu dowiedziec sie, ze miejsce na uczelni, o ktorym marzylas przypadnie, albo temu kto umial sciagnac, albo temu, ktory ma tatusia, ciocie i wujka na uniwerku i wstep wolny... A potem i tak podwyzy sie tylko procent bezrobotnych. Heh... zajebiste perspektywy. Wkurza mnie to wszystko. Wymaga sie od nas patriotyzmu dla kraju, ktory nie otwiera przed nami zadnych mozliwosci. W rzadzie zasiada sie nie po to, by poprawic sytuacje, a po to zeby wypchac sobie kieszenie. Prawo jest tylko na papierze, w rzeczywistosci kazdy "swiatek" rzadzi sie sam, swoimi prawami,
Startuje z przegranej pozycji. Pozostaje mi tylko albo "po trupach" droga legalna lub nie zdobyc to co chce, albo ustapic miejsca tym, ktorzy obiara pierwsza droge... |