02.05.2005 :: 19:42
Back again Wróciłam... odnalazłam siebie. Chyba po raz setny... Nadal nie dzieje się nic. Tylko manewrowanie miedzy ksiązką, kuchnia, a łazienką. Ale przynajmij robie postępy z nauką. Opracowałam sobie dwudziestolecie i wspolczesnośc. W jedną dobe... kurde dobra jestem. Jakby ktos potrzebowal sobiedne opracowanie opoki to służe Pokazałam mamie moje wiersze... Dzieki tym, ktorzy skomentowali moja ostania notkę, tyle milych slow... dziekuje. Nabralam odwagi by ujrzały swiatło dzienne, uwirzeyłam w siebie... Zawsze wydawały mi sie takie nijakie. Ot po prostu zabawa w pisanie... teraz widze to jakos inaczej... moze kiedys wysle je dokąds... kto wie? Na razie skupie sie na tym by ładnie napisac sesowna prace z polskiego w czwartek. Boje sie tylko tego, ze dadzą to czego nie przeczytałam. Nie bylam w stanie czytac literatury obozowej... po prostu nei moglam. Po "Medalionach" byłam tak straszliwie wyprana psychicznie, ze dalam sobie spokój. Troche żaluje, ale nie potrafilam... Te wszystkie opisy... i ta obojętnosc. Nie umiem byc obojetna na ludzką krzywde. Albo płacze, albo wpadam w szał. Tak było z "Pianistą". Scena jak esesman skatował karabinem człowieka. Ogarneło mnie tak dziwne i jednoczesnie przerazajace uczucie. Nigdy czegos podobnego nei przezylam. Gdybym tam byla zabiłabym go golymi rekami. Po prostu zabiła... taka straszliwa zlosc i żadza zemsty... Ehhh ja chyba na prawde psychiczna jestem... Uciakam sie uczuć... i dziekuje za te cieple slowa w notce pod spodem...