?
I tak zaczal sie niedzielny poranek ganianiem w pizamie po balkonie. Dobrze, ze sasiedzi sa przyzwyczajeni do takich wyczynow. Jak kiedys bede budowac czy kupowac dom, to tylko na totalnym odludziu. Wzdloz płotu zasadze jakies chaszcze i bede mogla latac w pizamie po ogrodzie do woli. Co mi sie bedzie ktos gapił!
Wczoraj w domu zadyma była. Mama zaprosiła gosci. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, ze ojciec zamiast znow zabarykadowac sie przy kompie siedział i gadał. I to przez cały wieczur. Czyzby moje slowa jakos do niego przemowily...? W piatek znow zastalam mame zaplakana. Poszłam mu i wygranełam prosto w twarz, ze mama znow płacze przez niego. Mina mu sie zmienila i odburknał, ze nie wie dlaczego. Prychnełam ironicznie i odpowiedzialam mu, ze najzwyczajniej w swiecie wymienil nas na komputer. Zamilkl... i znow usiadł do tego pieprzonego czatu. Ciekawe, czy ten pobyt z goscmi to ze szczerej checi pobycia z prawdziwymi ludzmi, czy dla utrzymania prowizorki szczesliwej rodzinki? Nie wiem, nie wnikam. Mi wystarczy słowko i mozemy sie przenosic do dziadka. Moze gdyby uswiadomil sobie, nadle ze jest sam jak palec to pzypomnial sobie, ze ma zone i dzieci. Najbardzie jednak irytuje mnie w nim to, ze jest zawsze cieply, serdeczny, czarujacy i chetny do pomocy dla obcych, a nigdy dla mamy, mimo ze jest ona jedyna osoba, ktora faktycznie na to zasluguje.
H. odwiedziła mnie wczoraj. Nie ma jak babskie pogaduchy prosto z serca. I nie ma tez jak to pozlewac sie z mojego honey... hehe. H. usiłuje oduczyc mnie zazdrosci do S. Hmm raczje jej sie nie uda, bo co ja bede wtedy robic? O kogo bede sie rzucac i wymuszac kolejne wyznania? No coz... wredna ze mnie baba. a tak w ogole to załatwiłam sobe stopy w piatem moimi pieknymi czerwonymi pantofelkami... Mam pskudnie bolesne obtarcia. Chyba jednak czerwonych pantofli nie mozna nazwac butami długodystansowywmi...
|