Zgubiłam gdzieś swego anioła...
Przeciez tylko wypadały mi włosy... Nawet specjalnie im sie nie przygladala, tylko siadła do biurka i zaczeła wypisywac skierowania. Tu tarczyca, tam morfologia, usg i jeszcze tuzin innych. Nie! Mam przeciez alergie na znachorów! Ja nie chce! Miały byc tylko włosy, jakis płyn by w koncu przestały wychodzic...
Runeła moja filozofia, oparta na podejsciu "eeetam" i "na coś trzeba umrzec". Mam ochote sie rozpłakac.
Jeszcze on wzial mnie na spytki i zaczal wypytywac o bloga. Nie umiem kłamac ludzi, ktorych kocham. Obiecał, ze nie bedzie go szukał. Jednak boje się, ze znajdzie go. Sa pewne rzeczy, których nie powienien przeczytac...
Czemu zawsze gdy wydaje mi sie, ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku, musi spieprzyc sie dokumentnie? Moja wizja cudownie leniwych ferii padła z wielkim hukiem. Co bede robic? Martwic sie i ganiac po znachorach. Boje sie...
Dziekuje za komentarze, naprawda podniosły mnie na duchu... Ciesze sie, ze jestescie...
|